wtorek, 7 grudnia 2010

7. Spełnienie marzeń

Na dzisiejszy dzień czekałam całe życie... a przynajmniej od kiedy miałam kilkanaście lat i po raz pierwszy widziałam Legalną Blondynkę.

(dodane 8.12.2010- zdjęcia)
Moim marzeniem od wtedy stało się,że tak jak Elle kiedyś będę przemawiać na zakończeniu studiów.



Od tego czasu mój cel był jasno wyznaczony....


Dzisiaj o 16 w Filharmonii Narodowej jest coroczna Promocja Lekarzy i Lekarzy Dentystów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W programie przemówienie Absolwenta - Nicole Sochacki.


Dla tych wszystkich których tam nie będzie, a chcą za mnie trzymać kciuki.

Żebym nie potknęła się na schodach, albo nie zaschło mi w gardle.


Prapremiera mojego przemówienia:


Jego Magnificencjo, Prorektorzy, Panie Dziekanie, Prodziekani, Rado Wydziału, Szanowni Goście.

Drogie koleżanki i koledzy, absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego 2010. Jest to dla mnie wielki zaszczyt, że po 6 niezapomnianych latach na naszej Alma Mater mogę przyjąć zaproszenie Pana Dziekana i przemawiać na dzisiejszej uroczystości.

Nie będzie to niczym odkrywczym jak powiem, że dla większości z nas dzisiejszy dzień jest kulminacyjny w życiu. Jest to ukoronowanie naszych osiągnięć, naszych pragnień, naszych starań i ambicji. Jest to moment dumy a zarazem zadumy... Co dalej?

Od „zawsze” wiedziałam ze najważniejsze jest mieć jasno wyznaczone cele, wtedy sukces staje się czymś bardzo osiągalnym.
Jednak długo zastanawiałam się co dzisiaj powiedzieć. Bowiem z jednej strony jest to koniec bardzo znaczącego etapu w naszym życiu, ale z drugiej strony jest to dopiero początek jeszcze istotniejszego.

Od tego szczególnego momentu kiedy odebraliśmy dyplom z rąk Jego Magnificencji, z rąk szanownego grona naszych profesorów nauczycieli, staliśmy się z nimi jedna wielka rodzina. Rodziną lekarską z 200-letnimi tradycjami.

Pragnęłabym wam powiedzieć jaka wspaniała przyszłość nas teraz czeka. Jednak przyszłość ma to do siebie, że jest zupełnie nieprzewidywalna. Jest kwestią naszych pomysłów, decyzji, wyborów, a także przysłowiowego „łutu szczęścia”, bez którego nawet najlepsze plany nie zawsze mogą być zrealizowane.

Jak mam wam mówić o naszej przyszłości, kiedy wielu z nas będzie miało zawody które jeszcze nawet nie istnieją, będziemy używać technologii które nie będą jeszcze przez lata wymyślone. To właśnie jest w naszej przyszłej pracy najbardziej fascynujące. Współczesna medycyna rozwija się w szalonym tempie i mamy realne szanse stosować technologie, które dopiero są w fazie….. nazwijmy to „ prenatalnej”.

Wierzę, ze to, my absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, będziemy ich współtwórcami. Dlatego pragnę wam powiedzieć ze najważniejsze są nasze obecne marzenia, to one pobudzają wyobraźnie i dają nam motywację do działania.
Przez ostatnie kilka lat chodząc na bardzo wiele uroczystości uczelnianych, zauważyłam pewną prawidłowość - czym wyższy tytuł naukowy mówcy tym dłuższe przemówienie. Aby tej zasadzie i tradycji stało się za dość. Dumnie ale skromnie z tytułem lekarza pozwolę sobie powoli kończyć moją mowę.
W imieniu tegorocznych absolwentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego chciałabym najserdeczniej podziękować całemu gronu profesorskiemu I Wydziału Lekarskiego za wkład włożony w naszą edukację, pragnę podziękować pracownikom Dziekanatu za cierpliwość, a w szczególności pragnę podziękować tym których na sali jest tutaj najwięcej- naszym rodzicom. To dzięki waszemu wychowaniu siedzimy tu jako nowe pokolenie lekarzy i lekarzy dentystów.
Chciałabym jeszcze osobiście szczególnie podziękować Dziekanowi Wielgosiowi za życiową inspirację.
Wbiłam sobie w głowę, że przemówienia kończy się cytatami. Szukałam odpowiedniego - długo. Jednak żaden nie odzwierciadlał tego co chciałam wam przekazać. Zdecydowałam się zakończyć czyś zabawnym, czymś od siebie.
Przez 6 ostatnich lat nie marzyliśmy o niczym innym jak o tym aby skończyć studia, a teraz przez kolejne 60 lat będziemy tęsknić do tych chwil które były na studiach. Dlatego jestem przekonana, że Warszawski Uniwersytet Medyczny pozostanie w bardzo centralnym miejscu w naszym sercu... czyli gdzieś koło pęczka Hissa.

Koleżanki i koledzy, gratuluje!
(dziś bez przepisu)

9 komentarze:

  1. Piękne przemówienie!
    Serdeczne Gratulację!
    Jest to bardzo wzruszająca chwila :)
    Wierzyć mi się nie chce że ją przeżywałam już prawię 10 lat temu!

    Kciuki trzymam,choć na pewno poradzisz sobie wspaniale! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki, podobnie jak Arabella! i duże gratulacje!
    a przemówienie wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mój brat we Wrocławiu też się żegnał z Uniwersytetem Medycznym ... jakieś 2 tygodnie temu

    ja żegnałam się ze swoją uczelnią kilka lat temu, pamiętam było mi bardzo smutno, chciałabym cofnąć czas, tzn znów mieć biret i togę i tyle lat co wtedy [chociaż lubię swój wiek teraz, lubię siebie bardziej niż wtedy]. Mam nadzieję, że za rok o tej porze będę już nosić inną togę, ale to się zobaczy... i to nie to samo, lata uczelniane są niezwykłe i niepowtarzalne

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję!
    Zazdroszczę wytrwałości.. ja chyba odpuszczam lekarskie marzenia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnie zdanie mnie rozłożyło na łopatki, czyli na co?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje! Nie potknełam się, raz się zaciełam, ale chyba przez to wyszlo tylko bardziej ludzko, bo troche mówiłam to przemówienie jak żołnież na misji ;)

    Ewa, czyli na co? W sensie że na scapulae? Bo nie rozumiem... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluje! Dobrze, ze w miare gladko poszlo. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails