Na dzisiejszy dzień czekałam całe życie... a przynajmniej od kiedy miałam kilkanaście lat i po raz pierwszy widziałam Legalną Blondynkę.
(dodane 8.12.2010- zdjęcia)


(dodane 8.12.2010- zdjęcia)
Moim marzeniem od wtedy stało się,że tak jak Elle kiedyś będę przemawiać na zakończeniu studiów.

Od tego czasu mój cel był jasno wyznaczony....
Dzisiaj o 16 w Filharmonii Narodowej jest coroczna Promocja Lekarzy i Lekarzy Dentystów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
W programie przemówienie Absolwenta - Nicole Sochacki.
Dla tych wszystkich których tam nie będzie, a chcą za mnie trzymać kciuki.
Żebym nie potknęła się na schodach, albo nie zaschło mi w gardle.
Prapremiera mojego przemówienia:
Jego Magnificencjo, Prorektorzy, Panie Dziekanie, Prodziekani, Rado Wydziału, Szanowni Goście.
Drogie koleżanki i koledzy, absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego 2010. Jest to dla mnie wielki zaszczyt, że po 6 niezapomnianych latach na naszej Alma Mater mogę przyjąć zaproszenie Pana Dziekana i przemawiać na dzisiejszej uroczystości.
Nie będzie to niczym odkrywczym jak powiem, że dla większości z nas dzisiejszy dzień jest kulminacyjny w życiu. Jest to ukoronowanie naszych osiągnięć, naszych pragnień, naszych starań i ambicji. Jest to moment dumy a zarazem zadumy... Co dalej?
Od „zawsze” wiedziałam ze najważniejsze jest mieć jasno wyznaczone cele, wtedy sukces staje się czymś bardzo osiągalnym.
Jednak długo zastanawiałam się co dzisiaj powiedzieć. Bowiem z jednej strony jest to koniec bardzo znaczącego etapu w naszym życiu, ale z drugiej strony jest to dopiero początek jeszcze istotniejszego.
Od tego szczególnego momentu kiedy odebraliśmy dyplom z rąk Jego Magnificencji, z rąk szanownego grona naszych profesorów nauczycieli, staliśmy się z nimi jedna wielka rodzina. Rodziną lekarską z 200-letnimi tradycjami.
Pragnęłabym wam powiedzieć jaka wspaniała przyszłość nas teraz czeka. Jednak przyszłość ma to do siebie, że jest zupełnie nieprzewidywalna. Jest kwestią naszych pomysłów, decyzji, wyborów, a także przysłowiowego „łutu szczęścia”, bez którego nawet najlepsze plany nie zawsze mogą być zrealizowane.
Jak mam wam mówić o naszej przyszłości, kiedy wielu z nas będzie miało zawody które jeszcze nawet nie istnieją, będziemy używać technologii które nie będą jeszcze przez lata wymyślone. To właśnie jest w naszej przyszłej pracy najbardziej fascynujące. Współczesna medycyna rozwija się w szalonym tempie i mamy realne szanse stosować technologie, które dopiero są w fazie….. nazwijmy to „ prenatalnej”.
Wierzę, ze to, my absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, będziemy ich współtwórcami. Dlatego pragnę wam powiedzieć ze najważniejsze są nasze obecne marzenia, to one pobudzają wyobraźnie i dają nam motywację do działania.
Przez ostatnie kilka lat chodząc na bardzo wiele uroczystości uczelnianych, zauważyłam pewną prawidłowość - czym wyższy tytuł naukowy mówcy tym dłuższe przemówienie. Aby tej zasadzie i tradycji stało się za dość. Dumnie ale skromnie z tytułem lekarza pozwolę sobie powoli kończyć moją mowę.
W imieniu tegorocznych absolwentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego chciałabym najserdeczniej podziękować całemu gronu profesorskiemu I Wydziału Lekarskiego za wkład włożony w naszą edukację, pragnę podziękować pracownikom Dziekanatu za cierpliwość, a w szczególności pragnę podziękować tym których na sali jest tutaj najwięcej- naszym rodzicom. To dzięki waszemu wychowaniu siedzimy tu jako nowe pokolenie lekarzy i lekarzy dentystów.
Chciałabym jeszcze osobiście szczególnie podziękować Dziekanowi Wielgosiowi za życiową inspirację.
Wbiłam sobie w głowę, że przemówienia kończy się cytatami. Szukałam odpowiedniego - długo. Jednak żaden nie odzwierciadlał tego co chciałam wam przekazać. Zdecydowałam się zakończyć czyś zabawnym, czymś od siebie.
Przez 6 ostatnich lat nie marzyliśmy o niczym innym jak o tym aby skończyć studia, a teraz przez kolejne 60 lat będziemy tęsknić do tych chwil które były na studiach. Dlatego jestem przekonana, że Warszawski Uniwersytet Medyczny pozostanie w bardzo centralnym miejscu w naszym sercu... czyli gdzieś koło pęczka Hissa.
Koleżanki i koledzy, gratuluje!
Drogie koleżanki i koledzy, absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego 2010. Jest to dla mnie wielki zaszczyt, że po 6 niezapomnianych latach na naszej Alma Mater mogę przyjąć zaproszenie Pana Dziekana i przemawiać na dzisiejszej uroczystości.
Nie będzie to niczym odkrywczym jak powiem, że dla większości z nas dzisiejszy dzień jest kulminacyjny w życiu. Jest to ukoronowanie naszych osiągnięć, naszych pragnień, naszych starań i ambicji. Jest to moment dumy a zarazem zadumy... Co dalej?
Od „zawsze” wiedziałam ze najważniejsze jest mieć jasno wyznaczone cele, wtedy sukces staje się czymś bardzo osiągalnym.
Jednak długo zastanawiałam się co dzisiaj powiedzieć. Bowiem z jednej strony jest to koniec bardzo znaczącego etapu w naszym życiu, ale z drugiej strony jest to dopiero początek jeszcze istotniejszego.
Od tego szczególnego momentu kiedy odebraliśmy dyplom z rąk Jego Magnificencji, z rąk szanownego grona naszych profesorów nauczycieli, staliśmy się z nimi jedna wielka rodzina. Rodziną lekarską z 200-letnimi tradycjami.
Pragnęłabym wam powiedzieć jaka wspaniała przyszłość nas teraz czeka. Jednak przyszłość ma to do siebie, że jest zupełnie nieprzewidywalna. Jest kwestią naszych pomysłów, decyzji, wyborów, a także przysłowiowego „łutu szczęścia”, bez którego nawet najlepsze plany nie zawsze mogą być zrealizowane.
Jak mam wam mówić o naszej przyszłości, kiedy wielu z nas będzie miało zawody które jeszcze nawet nie istnieją, będziemy używać technologii które nie będą jeszcze przez lata wymyślone. To właśnie jest w naszej przyszłej pracy najbardziej fascynujące. Współczesna medycyna rozwija się w szalonym tempie i mamy realne szanse stosować technologie, które dopiero są w fazie….. nazwijmy to „ prenatalnej”.
Wierzę, ze to, my absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, będziemy ich współtwórcami. Dlatego pragnę wam powiedzieć ze najważniejsze są nasze obecne marzenia, to one pobudzają wyobraźnie i dają nam motywację do działania.
Przez ostatnie kilka lat chodząc na bardzo wiele uroczystości uczelnianych, zauważyłam pewną prawidłowość - czym wyższy tytuł naukowy mówcy tym dłuższe przemówienie. Aby tej zasadzie i tradycji stało się za dość. Dumnie ale skromnie z tytułem lekarza pozwolę sobie powoli kończyć moją mowę.
W imieniu tegorocznych absolwentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego chciałabym najserdeczniej podziękować całemu gronu profesorskiemu I Wydziału Lekarskiego za wkład włożony w naszą edukację, pragnę podziękować pracownikom Dziekanatu za cierpliwość, a w szczególności pragnę podziękować tym których na sali jest tutaj najwięcej- naszym rodzicom. To dzięki waszemu wychowaniu siedzimy tu jako nowe pokolenie lekarzy i lekarzy dentystów.
Chciałabym jeszcze osobiście szczególnie podziękować Dziekanowi Wielgosiowi za życiową inspirację.
Wbiłam sobie w głowę, że przemówienia kończy się cytatami. Szukałam odpowiedniego - długo. Jednak żaden nie odzwierciadlał tego co chciałam wam przekazać. Zdecydowałam się zakończyć czyś zabawnym, czymś od siebie.
Przez 6 ostatnich lat nie marzyliśmy o niczym innym jak o tym aby skończyć studia, a teraz przez kolejne 60 lat będziemy tęsknić do tych chwil które były na studiach. Dlatego jestem przekonana, że Warszawski Uniwersytet Medyczny pozostanie w bardzo centralnym miejscu w naszym sercu... czyli gdzieś koło pęczka Hissa.
Koleżanki i koledzy, gratuluje!
(dziś bez przepisu)


Piękne przemówienie!
OdpowiedzUsuńSerdeczne Gratulację!
Jest to bardzo wzruszająca chwila :)
Wierzyć mi się nie chce że ją przeżywałam już prawię 10 lat temu!
Kciuki trzymam,choć na pewno poradzisz sobie wspaniale! :)
Trzymam kciuki, podobnie jak Arabella! i duże gratulacje!
OdpowiedzUsuńa przemówienie wspaniałe :)
mój brat we Wrocławiu też się żegnał z Uniwersytetem Medycznym ... jakieś 2 tygodnie temu
OdpowiedzUsuńja żegnałam się ze swoją uczelnią kilka lat temu, pamiętam było mi bardzo smutno, chciałabym cofnąć czas, tzn znów mieć biret i togę i tyle lat co wtedy [chociaż lubię swój wiek teraz, lubię siebie bardziej niż wtedy]. Mam nadzieję, że za rok o tej porze będę już nosić inną togę, ale to się zobaczy... i to nie to samo, lata uczelniane są niezwykłe i niepowtarzalne
Gratuluję!
OdpowiedzUsuńZazdroszczę wytrwałości.. ja chyba odpuszczam lekarskie marzenia...
Ostatnie zdanie mnie rozłożyło na łopatki, czyli na co?
OdpowiedzUsuńGratuluję!:-)
OdpowiedzUsuńDziękuje! Nie potknełam się, raz się zaciełam, ale chyba przez to wyszlo tylko bardziej ludzko, bo troche mówiłam to przemówienie jak żołnież na misji ;)
OdpowiedzUsuńEwa, czyli na co? W sensie że na scapulae? Bo nie rozumiem... :)
Gratuluje! Dobrze, ze w miare gladko poszlo. :)
OdpowiedzUsuńBrawo!
OdpowiedzUsuń