Jednak nie o tym chcę dzisiaj napisać, w sumie nie do końca wiem sama jak zebrać myśli, bo po 3 dniowej absensji na blogu nieco mi się przemyśleń nazbierało.
Zacznę od tego że w Londynie padał deszcz, wiał wiatr, który wcale nie był zimny, ale za to na tyle silny że odwrócił mi parasolkę niczym w filmie. Dokładnie tak, idąc dzisiaj na peron na West Hamstead czułam się jak w Singing in the Rain, albo jakimś brytyjskim klasyku.
Wiadomo że najbardziej znany trench-coat jest od Burberry, to oni go zaprojektowali jako pierwsi.Pamiętam jak w liceum na historii uczył nas Mr. Anderson o historii tej częsci ubioru.
Podczas Pierwszej Wojny Światowej, która odbywała się jak wiemy zapewne tzw. Trench-warfare, czyli wojna w okopach, Armia brytyjska zleciła swojej pewnej jeszcze nie do końca znanej firmie, aby uszyła, płaszcz dla żołnierzy którzy będzie spełniał kilka warunków
1. Będzie nie przemakał, przynajmniej przez jakiś dłuższy czas2. Będzie ciepły
3. Będzie lekki
4. Będzie w kolorze który w mgle jest niewidoczny
Tak powstał klasyk płaszczy i tak zaczęła się do dzisiaj kariera firmy Burberry. Kto o tym wiedział ręka do góry. (albo proszę o komentarz)
Takie mądre rzeczy nas Pan uczył na historii, uczył nas też wiele więcej, ale chyba tą anegdotę z wszystich zapamiętałam najlepiej.Gdy zakładam mój trench, nie powiem że czuje się jak żołnierz, ale zdecydowanie stwierdzam że czuje się dobrze ubrana.
Nie reklamuję tu firmy B. opisanej wielokrotnie powyżej, płaszcz mój co prawda jest firmy B. ale innej. Nie mniej jednak podsumowując mój drobny fashion wywód. Dobry trench to podstawa. Moja mama ma trench kupiony w Londynie w 1978 roku i nosi go do dziś.Poza Trench'ami Anglia, a nawet szerzej mówiąc Wielka Brytania, specjalizuje się w czymś jeszcze.... słynie wręcz z Fish& Chips.Przyznam się że jeszcze niedawno naiwnie myślałam że kuchnia brytyjska się na tym zaczyna i mniej więcej na tym kończy.
Nic bardziej mylnego, kuchnia brytyjska jest jak żadna inna wybitnie międzynarodowa, jest: odważę się to powiedzieć : Genialna i absolutnie niedoceniona.
Jednak dzisiaj chce wam przekazać moją wersję tego sztampowego brytyjskiego dania, bez którego rzeczywiście (to przyznaję) brytyjska kuchnia nie była by taka sama.
Na każdym znajdziemy knajpę z Frytkami i Rybami. Klasykiem jest dorsz/cod.
Podawany w cieście / batter, smażony na głębokim oleju.
Do tego frytki smażone tak samo.
Mój dorsz i moje frytki są pieczone, co prawda nie były gotowe w 15 min ale w 50min, ale jak na moje skromne kubki smakowe oba okazały się lepsze.
dla 2-3 osób
- wyjęłam na brytfankę, lekko posoliłam, popieprzyłam białym pieprzem, i polałam sokiem z połowy cytryny.
pod 2 godzinach jak ryba się odmroziła i puściła soki, wbrew zasadom ich nie odlałam, ale zostawiłam w brytfance.
posypałam startą skórką z 1 limonki a potem sokiem z tejże obranej limonki.
(uwaga nie tarkujcie białej częsci skórki tylko tą zieloną!)
oraz posypałam skruszonym czarnym pieprzem.
piekłam na 180 stopniach przez 45 min.
Domowe frytki z rozmarynem z ogródka
4 duże ziemniaki obrałam (chociaż mogłam wyszorować i zostawić skórkę było by fajniej...)
pokroiłam w grube paski i wymieszałam z
1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku (dodaje frytkom lepszy kolor)
1/2 łyżeczki soli ( wiąże nadmierną wodą przez co frytki są bardziej chrupiące po pieczeniu)
2 łyżki oleju słonecznikowego- tak żeby otoczył równomiernie każdą frytkępełną garścią świeżo zerwanego porwanego rozmarynu
Frytki piekłam 15 min dłużej niż rybę w tym samym piekarniku.
Very English a zarazem nikt nie zarzuci że not healthy ;)
(dodam że do tego była pyszna sałatką z anchovies ale o niej może jutro)
a poniżej zdjęcie dodane na zamówienie Ani i Asi :)



Przepysznie się prezentuje.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Błyskotliwie zauważę, że się smaŻy.
OdpowiedzUsuńChyba, że się marzy dla przykładu o rzeżusze, gęsich żołądkach z pieprzem bądź żeberkach... ;)
poprawione... właśnie mam jakiś ideologiczny problem z tym smaŻeniem ;) wciąż mi tak wychodzi jak na szybko piszę;)
OdpowiedzUsuńHej, mogłabyś mi napisać jakimi liniami latasz? poszukuję też czegoś na weekend do Londynu, ale ceny mnie powalają, za 2 osoby w obie strony od 7 tys. w gore-_-
OdpowiedzUsuńpokaż trencz:D
OdpowiedzUsuńświatowa kobieto! ciągle gdzieś :-)
OdpowiedzUsuńja się dopisuję do słów Ani. trencz musisz nam koniecznie pokazac.
pieczone ziemniaczki.. pycha.
Latam WizzAir z Warszawy
OdpowiedzUsuńalbo RyanAir z Łodzi ( jest jeszcze taniej, ostatnio zamówiłam bilet w dwie strony za 140zl)
- polecam też stronę www.skyscanner.pl tam znajdziesz porównanie cen,(chociaż ostrzegam że to nie zawsze poprawnie działa)
- ważne jest też aby rezerwować bilety dużo wcześniej.
Ja ten na majówkę kupiłam na początku lutego. Ale jakbym go kupiła jakieś 4 tyg temu to cena była by ok. 2 razy większa (więc też bez dramatu)
Trench wam już wklejam, poniżej posta. Zdjęcia z Porto, wiec przynajmniej Ania na pewno mój trench już zna. Buziaki dla moich dwóch największych fanek ;)
wiedziałam, że beżowy :-)
OdpowiedzUsuń