Chciałam was namówić żebyście podążyli do Reala, Carrefoura czy innego hipermarketu i kupili siatę Mouli a następnie podali ją swojemu wybrankowi w ten jakże wyjątkowy wieczór. Podając to danie pomyśli on sobie że spędziłyście cały dzień w kuchni, bo na takie to danie wygląda, a nic bardziej mylnego. Cały dzień możecie spędzić u fryzjera i innych cudotwórców, a gotowanie zajmie wam dokładnie 30min. Fajnie, nie? Co więcej ponieważ to danie jest dla nas jeszcze bardzo nietypowe, a to co nietypowe wydaje nam sie drogie, to on pomyśli ze wydałyście na ten specjalny wieczór majątek, a prawda jest taka ze moule są tańsze od piersi z kurczaka.
Jednak bardzo "inteligentnie" zdałam sobie dopiero dzisiaj sprawę, ze ten cały mój misterny plan przekazania wam tej tajemnej wiedzy szlag trafi jak nie podam przepisu co najmniej dzień wcześniej. Jako wybitnie inteligentna istota robie to nawet dwa dni wcześniej.
Bo przecież mule trzeba nabyć, a to jest najtrudniejsza częścią tego przedsięwzięcia. W Warszawie mule dostarczane są do hipermarketów w noc z środy na czwartek, czemu tak jest nie wiem, prawdopodobnie ten dzień Polska wylosowała u zrzeszenia eksporterów Muli z Francji i innych krajów atlantyckich, są to tylko moje domniemania. Ale niemożliwość kupienia świeżych (nie mrożonych) muli np. w środę w Polsce(no przynajmniej w Warszawie) jest po prostu faktem. Wiem to bo wdałam się w rozmowę z kilkoma wyjątkowo elokwentnymi ekspedientami z działów rybnych Reala i Carrefoura.
Za czasów kiedy Real jeszcze był Geant’em, w sklepach tej sieci mogliśmy znaleźć największą dostawę muli, zatem mięliśmy największa szanse, ze jak pojedziemy na zakupy w sobotę to ostanie się jeszcze jedna siatka produktu dla nas. To były wspaniale czasy. Od kiedy Niemcy wykupili tą siec, nie podzielają oni już tak tego uwielbienia do owoców morza jak Francuzi i Real nie jest moim „first choice” jeżeli chodzi o zakup świeżych małż. Polecam sieci francuskie Carrefour i Auchan. Polecam tez markety w dzielnicach gdzie mieszka z założenia raczej mało fanów owoców morza. Jest to paradoksalne, ale właśnie tam najprędzej w sobotę znajdziemy mule. Np. w takiej Galerii Wileńskiej raczej mało kto kupuje „to dziwne czarne coś”, ziomki z laskami raczej pójdą na Pizze do Sphinxa, a w takiej Galerii Mokotów gdzie mamy największe stężenie nowo- i staro bogactwa, znowu mule będą towarem deficytowym już w czwartek wieczór. O takim Bomi czy Almie już nawet nie wspominając... To pojechałam stereotypami… Serdecznie przepraszam wszystkich mieszkańców Pragi, sama przez lata taką byłam, jednak fakt pozostaje faktem ze po mule w sobotę radzę wam udać się raczej do prawobrzeżnej części miasta.
Co potrzebujemy
0,8-1,0kg żywych (czyli pozamykanych) małż
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
100g masła
2 łyżki mąki pszennej
5 lyżek 22% śmietany
1 pęczek natki pietruszki
½ butelki białego wytrawnego wina
Sól, świeżo mielony czarny pieprz
Nasze postępowanie:
Oczyszczamy małże z glonów i hydr ( to te takie białe kamykowate narośla na ich muszli), glony niejako wyrywamy z ich wnętrza jeżeli są w muszli zaklinowane. Małże przechowujemy w zimnej wodzie do czasu ich gotowania. Tak też warto je przechowywać w lodówce przez ten jeden dzień. Musimy pamiętać ze produkt jest żywy. Małże są zwierzętami słonowodnymi, dlatego do naczynia dodajmy 1 łyżeczkę soli, w taki sposób bardziej prawdopodobne jest ze zachowają swoje żywotność i świeżość do samego czasu gotowania.
Sos przygotowujemy od razu w dużym garnku, w tym którym będziemy gotować małże. Garnek musi być na tyle duży ze zmieści 2-2,5 objętości naszych małż zamkniętych. Podczas gotowania małże się otworzą, zwiększając swoją objętość około dwukrotnie.
1. Masło rozpuszczamy w garnku na małym ogniu
2. Dodajemy oliwę z oliwek
3. Cebulę kroimy na pióra i dodajemy do tłuszczu aby się zeszkliła.
4. Jak cebula będzie miała dobrą konsystencję dodajemy czosnek
5. Sos solimy i pieprzymy, tak żeby wydawał nam się nieco przeprawiony.
6. Dodajemy wino i dużo posiekanej pietruszki, śmietanę i mąkę staranie mieszając dodajemy do reszta sosu, tak aby zozostała jednolista aksamitna konsystencja.
7. W momencie w którym zaczniemy czuć alkohol wyparowujący z wina dodajemy małże i zakrywamy garnek dopasowaną pokrywą.
8. Gotujemy 10min
Małże podajemy z świeżą bagietką albo frytkami jako "Moule Frites". Najlepiej jest kupić taką „niedopieczoną” i przed samym podaniem ją podgrzać w piekarniku.
Pomyśleli byście ze to takie proste?
Ja zakochałam się w małżach od pierwszego wejrzenia, było to pewnego wieczoru jak jako nastolatka spędzałam wakacje na południu Francji. Widziałam jak goście w nadmorskich restauracjach zajadają się tym przysmakiem, nie wiedziałam wtedy do końca co to jest. Jednak kulinarnie byłam zawsze odważna. Wiedziała ze to coś z morza, ale jak to się nazywa, i to po francusku! Było dla mnie czarną magią. Powiedziałam do kelnera. Poproszę to coś co wszyscy jedzą rękoma z garnka. On na to,
„Ahh oui, c’est sont les moules”
“Oui, merci” tyle potrafiłam z siebie wydusić nie wiem czy miało to sens, ale po 30 min garnuszek z Moulami a la Marinara znalazł się na moim stole. Wtedy ten kelner pokazał mi jak jeść moule po francusku, czyli rękoma. Jedną moule wygrzebujemy widelcem, a kolejne jemy już za pomocą tej pierwszej muszli, używając jej niczym szczypiec.
Bon Appetit!


ten mix kuchni z zyciem codziennym polski i polakow just makes ur blog one of my fave ones. zwlaszcza bedac tak daleko bardzo mnie bawi twoje spojrzenie moimi oczami na rozne rzeczywistosci co dzieja sie w kraju i za to ci dziekuje,it's a pleasure reading ur blog!!!
OdpowiedzUsuńBardzo mnie to cieszy Kasiu , dokładnie taki miałam zamiar...Dziękuje za to że jestes takim wiernym followerem :)
OdpowiedzUsuńAHHH, zapomniałam w opisie o śmietanie. Na szczęscie w porę to zauważyłam i już jest poprawione.
OdpowiedzUsuńby the way, tutaj w hiszpani tez sie duzo je mejillones a la marinera, sproboj lyzeczke maki zeby odrobinke zagescic sos i otrzymasz super konsystencje.
OdpowiedzUsuńAbsolutna Racja.... Mąkę też dodaje (widac na zdjeciu ze konsystencja sosu ma w sobie mąke ;0). Jakis "verhext" ten przepis bo zapomniałam dopisac tyle sladników...Dzięki Kasiu!
OdpowiedzUsuń